I Zimowy Tatrzański weekend sezonu 2012/2013

Tak jak obiecałem, przelewam na papier relacje z zimowego wypadu w Tatry. A więc do rzeczy. Zima przyszła, a co za tym idzie spadło trochę śniegu w Tatrach. Nie sposób było ominąć takiej okazji i wybrać się w Tatry na 2 dniowy rekonesans. Decyzję podjęliśmy szybko i spontanicznie po czym zebraliśmy ekipę. Wyszło 6 osób z czego Jack i Peter jechali tylko na sobotę, a ja, Paweł, Marcin i Bartosz zostawaliśmy na nockę w schronisku w 5 stawach.

15.12.2012

Wyjechaliśmy wczesnym rankiem o 5.00. Oczywiście nie obyło się bez opóźnień, zaspania i konieczności odwiedzenia McDonalda więc  na Palenicy pojawiliśmy się o 8.30. Po szybkim przepakunku zapłaciliśmy za bilecik panu z TPN-u i ruszyliśmy w kierunku Doliny 5 Stawów. Pogoda była mało optymistyczna, padał deszcz i było powyżej 0 stopni. Całe szczęście po dotarciu do 5 Stawów deszcz zastąpił śnieg, co nie zmieniło faktu, że wiał silny wiatr, myślę, że nie pomylę się jak powiem 80km/h w porywach. Po krótkim odpoczynku w schronisku, zjedzeniu paru bułek i wypiciu napojów wzmacniających ruszyliśmy w kierunku Koziego Wierchu. Wiatr wiał mocno, zacinał śniegiem co dodatkowo potęgowało wrażenie. Ci co nie mieli kominiarek dość boleśnie to odczuwali. Po dotarciu do rogatki czarnego szlaku dołączył do nas się samotny turysta z Krakowa pytając czy może się z nami zabrać (filmik w linku)

Na rozstaju szlaków

Nie mieliśmy nic przeciwko, zatem zaczęliśmy mozolne pięcie się w górę. Około godziny 13 byliśmy na wysokości 1900m. 2 osoby z Teamu miały nieco wolniejsze tempo dlatego po krótkiej naradzie ustaliliśmy, że zawrócą do schroniska, bo i tak nie zdążą wejść i zejść na szczyt zanim zrobi się ciemno. Ruszyliśmy zatem w 5 dalej. Po kolejnych 45 minutach Jack i Paweł powiedzieli, że nie dadzą rady dalej iść. Ich okulary były całkowicie zamarznięte, a bez nich iść się nie dało ze względu na silny wiatr i zacinające drobinki śniegu. Zostało nas w tym momencie 3. Nie trwało to długo bo po 3 minutach Peter również stwierdził, że nie da rady i dołączył do schodzącej ekipy. Była 13.45 to szczytu pozostało jakieś 300m w pionie. Ustaliliśmy deadline na 14.30 i ruszyli z Bartoszem do góry. Tempo było całkiem ostre. Po pewnym czasie dotarliśmy do partii szczytowej i po krótkiej wspinaczce po trudnościach o 14.25 osiągnęliśmy szczyt.

Generalnie wiele widać nie było, za to silny wiatr powodował, że nie dało się tam długo wytrzymać. Zrobiliśmy parę fotek, zadzwoniłem do Anitki pochwalić się zdobyczą i ruszyliśmy na dół.

Nawigacja we mgle nie była prosta, wszystko wygląda dokładnie tak samo, całe szczęście miałem ze sobą GPSa (zegarek Garmin Fenix – polecam gorąco, fajna zabawka, dużo funkcji i dokładność). Pomimo zaznaczonego szlaku udało nam się „delikatnie” zmienić trasę zejścia. Trafiliśmy do nie tego żlebu co chcieliśmy i z każdym metrem oddalaliśmy się od właściwego śladu. Nie mniej jednak postanowiliśmy podążać w miarę bezpieczną grzędą. Chcieliśmy wrócić w stronę śladu GPS niestety musielibyśmy przecinać zaśnieżony żleb. Nie chcieliśmy też wycofywać się do góry, bo robiło się już późno. Generalnie wiedzieliśmy, że schodzimy w kierunku Wielkiego Stawu, pytanie było tylko, na jakiej wysokości do niego dojdziemy. Generalnie okazało się, że trasa zejścia mocno odbiegała od oryginału. Dołączyliśmy się do żółtego szlaku na Krzyżne i o 16 dotarli do schroniska. Wiem, wiem, zaraz ktoś zarzuci Nam, że wiele ryzykowaliśmy i było to nierozsądne. Być może tak, nie mniej jednak dla mnie to kolejne górskie doświadczenie i fajna przygoda. Wieczór w schronisku przebiegał w miłej biesiadnej atmosferze!! Na kolejny dzień zapowiadali rozpogodzenie i słoneczną pogodę.

16.12.2012

Pobudka 7.15. Poszliśmy na śniadanie (jajecznica z chlebem), spakowaliśmy bety i ruszyliśmy w kierunku Zawratu. Pogoda cudna, bezchmurne niebo, słońce wychylające się zza szczytów.

Idealna pogoda na wycieczkę. W nocy zasypało wszystkie ślady. Do rozstaju szlaku na Kozią Przełęcz szliśmy po śladzie wcześniejszej ekipy. Później już sami musieliśmy torować drogę. Nie było to ani łatwe, ani szybkie. Każdy krok należało stawiać uważnie, ponieważ pokrywa śnieżna kryła pod sobą wiele niespodzianek. Co rusz, osoba prowadząca wpadało w śnieg po pas.

Poruszaliśmy się powoli na przód, analizując i wybierając najlepszą według nas trasę. Generalnie staraliśmy się trzymać szlaku, niemniej jednak miejsca, które uznaliśmy za niebezpieczne ze względu na zalegający śnieg omijaliśmy alternatywnymi drogami.

Koło 11 byliśmy już na wysokości Zadniego Stawu.  Śnieg był naprawdę głęboki dlatego też postanowiliśmy przejść kawałek dnem doliny i większość podejścia na Zawrat zrobić skalną grzędą wystającą ponad strome zaśnieżone stoki.

O 12 przetrawersowaliśmy ostatni odcinek i dotarli na przełęcz. Plan zakładał zejście do Murowańca. Musieliśmy z niego zrezygnować ze względu na dużą ilość nawianego śniegu. Do myślenia dał nam również fakt, że do 12 nikt od strony Murowańca nie wszedł na Zawrat. Spędziliśmy tam 30 min robiąc zdjęcia, jedząc i podziwiając przepiękne zimowe widoki.

Po chwili dotarła do nas druga 3 osobowa ekipa. Podziękowali za torowanie drogi, poczęstowali nas w nagrodę cukierkami i w końcu ruszyliśmy wspólnie z powrotem do schroniska w Piątce. 1,5h później byliśmy już w schronisku. Pogoda w międzyczasie się popsuła, znowu zaczęło wiać. Zjedliśmy obiadek, wypili piwko i ruszyli do auta. Weekend minął bardzo szybko, nie mnie jednak uważam go za bardzo udany! Tatry zimą są przepiękne, chociaż niebezpieczne. Chodząc po górach zawsze staramy się robić to bezpiecznie i rozsądnie mimo, że nie zawsze tak to wygląda. Zawsze mamy ze sobą detektory, łopaty i sondy lawinowe. Unikamy stromych ośnieżonych stoków. Każda wycieczka, w góry i osiągnięte szczyty to dla nas wielka satysfakcja i osiągnięcie. I tak, też było w tym przypadku!! Już nie mogę doczekać się kolejnej wizyty w Tatrach!!

Zdjecia zrobione przez Pawła i Marcina, chłopaki mają talent:-) Niedługo postaram sie dodać fotke ze szczytu Koziego Wierchu, niestety z tego dnia wielu zdjęć nie ma, nikomu się robić ich nie chciało:-)